Św. Ignacy żegna się z Manresą.
Ignacy spędził jedenaście miesięcy w Manresie, wzrastając duchowo i odkrywając drogi swojego powołania. Stał się człowiekiem kochanym i szanowanym, nie z powodu wielkich bogactw, których najwyraźniej się wyrzekł, aby stać się pielgrzymem Jezusa Chrystusa, jak mówiono o nim od samego początku, ale z powodu jego mówienia o sprawach duszy i o miłości Boga. Z człowieka ubranego w śmierdzący wór stał się katechetą, który nauczał dzieci siedzące przy wejściu do szpitala Santa Lucia.
Chętnie też dzielił się swoimi przeżyciami duchowymi i refleksjami, które na bieżąco spisywał podczas medytacji. Kobiety i mężczyźni, którzy chcieli go słuchać, tworzyli małą wspólnotę, najbardziej intymny krąg oddanych przyjaciół pielgrzymującego żebraka, noszącego imię Ignacy. Jego przesłanie było proste, ale pochodziło z serca i własnego doświadczenia: głosił rachunek sumienia, spowiedź, opiekę nad cierpiącymi i słuchanie Jezusa, który mówi do nas w nas o delikatności miłości Ojca i przebaczeniu wszystkiego.
Żyli wiele miesięcy z człowiekiem, który w tak krótkim czasie doświadczył takiego osobistego wzrostu, stworzył głęboką więź z mieszkańcami Manresy. Żałowali jego stanowczej decyzji, by kontynuować drogę do Jerozolimy. To było jego marzenie i nie mógł już dłużej czekać. Po okresie zarazy bramy Barcelony były otwarte, a tuż po Wielkim Tygodniu papież miał udzielić pielgrzymom pozwolenia na wyjazd do Ziemi Świętej, więc w lutym 1523 roku Ignacy postanowił wyruszyć w dalszą drogę.
Kiedy nadszedł ten dzień, przyjaciele procesyjnie odprowadzili Ignacego. Z ciężkim sercem, ale wiedzieli, że to jest dla niego najlepsze. Towarzyszyli mu przez kilka kilometrów na drodze do Barcelony. Jak można się było spodziewać, wybrana trasa to Camino Real (droga królewska), która prowadzi przez Viladordis i Pont de Vilomara. Ludzie z Manresy przybywają do Pont de Vilomara i tam pożegnali się z Ignacym, nad rzeką Llobregat.
Kamienny most z XI wieku, przebudowany w XVII wieku, ma asymetryczną kompozycję, z trzema łukami po jednej stronie i pięcioma po drugiej, zaczynając od łuku centralnego. Jest to wspaniałe dzieło inżynierii, które przez wieki było jedynym połączeniem pomiędzy Manresą i Barceloną. W tym miejscu kończy się gmina Manresa. Przy pożegnaniu wrażali swoją nadzieję, że jeszcze go znów zobaczą. Ignacy powrócił do Manresy w 1524 roku, ale ponieważ jego dawny spowiednik z kościoła Sant Pau już nie żył, wkrótce skierował się do Barcelony, aby rozpocząć studia na powstającym Uniwersytecie Barcelońskim.
Pożegnanie było z pewnością bardzo emocjonalne. Kiedy Ignacy opuścił Loyola-Azpeitia było to w tajemnicy, bez pożegnania, aby nie musieć się tłumaczyć, a teraz żegnał się ze wszystkimi, i ze wzruszenia nie bardzo wiedział, co powiedzieć. W dokumentach, zebranych przy okazji procesu kanonizacyjnego, mamy taki zapis: „nie mogąc mówić z powodu wzruszenia, położył lewą rękę na sercu, prawą zaś wskazał na niebo, jakby chciał powiedzieć: "Dopóki żyję, będę was nosił w swoim sercu. Kiedy będę w niebie, zawsze będę się za ciebie modlił". I przechodząc przez most, z kawałkiem chleba, które został mu włożony do jego torby, zostawił swoich przyjaciół, aby podążać za Jezusem w drodze do Barcelony”.






Komentarze
Prześlij komentarz